Jakiej lewicy potrzebuje dziś Turek?

Rodzina

Minęło ćwierć wieku od zmian systemowych w naszym kraju. Rocznica ta skłania do głębszej refleksji nad wolnością oraz do oceny kolejnych proliberalnych rządów. Przy okazji obchodów Święta Pracy warto odpowiedzieć sobie także na pytanie: gdzie w kapitalistycznej Polsce jest miejsce dla człowieka?

Czy w Polsce jest jeszcze miejsce dla człowieka?

Spójrzmy na zmiany społeczne, które dotknęły Polaków po roku 1989. Dla kapitalistów, staliśmy się tylko sumą złotówek, które mamy wydać w ich marketach. Inwestorzy widzą w Polakach tylko rynek taniej siły roboczej. Politycy patrzą na nas przez pryzmat sondaży; dla nich jesteśmy tylko ilością głosów w dniu wyborów. Dla rządu jesteśmy statystyką: procentami bezrobotnych, emerytami i rencistami, odsetkiem zatrudnionym na umowy śmieciowe. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla ludzi? Dzisiejsza rzeczywistość sprawia, że czujemy coraz bardziej samotni i bezbronni.

Nie dziwmy się jednak, że jesteśmy traktowani przedmiotowo, jeżeli sami nie potrafimy uszanować siebie nawzajem. Niewiele osób ceni się za swoje cechy intelektu i osobowość. Więzi międzyludzkie są powierzchowne i instrumentalne. Oceniamy się wzajemnie tylko pod kątem zasobności swojego portfela. Tym się właśnie dla siebie nawzajem staliśmy: sumami na koncie bankowym!

Jesteśmy o krok od zupełnego odczłowieczenia relacji międzyludzkich. Kupujemy w ogromnych marketach ograniczając kontakt ze sprzedającym podliczenia towaru i zapłacenie za niego. Rachunki płacimy przez Internet, komunikujemy się telefonicznie. Przeciw problemom stajemy już jako osamotnione jednostki, bo ludzka solidarność nie przetrwała próby czasu.

Przez 25 lat nie potrafiliśmy wypracować wartości, które nadałyby naszej wolności jakiekolwiek głębsze znaczenie. A pogoń za pieniądzem, to nic innego, jak jeden z przejawów ucieczki od wolności, która przytłoczyła niemal cały naród.

Suwerenność w wydaniu kolejnych proliberalnych rządów to kolejny rodzaj jarzma.

Lewico, dokąd zmierzasz?

Moralny obowiązek udzielenia odpowiedzi na pytanie „gdzie w pokomunistycznej Polsce jest miejsce dla człowieka?” ciąży na szeroko pojętej lewicy. Problem w tym, że w naszym kraju brakuje silnej organizacji, która na poważnie zajmie się prawdziwymi problemami społeczeństwa. Podkreślam słowo PRAWDZIWYMI, gdyż obecne parlamentarne partie lewicowe zajmują się głównie problemami drugo- i trzeciorzędnymi.

Przez nasz kraj przetoczyła się batalia o in vitro, gejów i lesbijki, miejsce symboli religijnych w Sejmie, a słowo gender zostało odmienione w mediach przez wszystkie przypadki. To właśnie te kwestie stały się kluczowymi dla polskiej lewicy. A czy ktoś jeszcze pyta o warunki w zakładach pracy? O stan rynku pracy w ogóle? Czy ktoś próbuje usprawnić wadliwy system świadczeń socjalnych?

Niestety, nic nie wnoszące w życie społeczne zadymy mają tylko za zadanie przykryć jałowość ideową partii nazywającymi się lewicowymi. Tymczasem społeczeństwo naszego kraju musi radzić sobie z coraz potężniejszym bezrobociem (szczególnie wśród osób wkraczających w dorosłe życie), narastającym rozwarstwieniem społecznym. Tak istotne pojęcie sprawiedliwości społecznej jest w naszym kraju marginalizowane i pozostawione organizacjom niemalże niszowym, a każdy, kto podejmuje próbę dyskusji na ten temat opatrzony zostaje etykietą „lewaka” lub „postkomucha”.

Turkowski SLD na usługach prawicy

Również Turek potrzebuje ludzi, którzy pochylą się nad prawdziwymi problemami osób zagrożonych wykluczeniem społecznym. SLD w Turku pod przewodnictwem Mariana Mirosława Marczewskiego ponownie zawodzi mieszkańców naszego miasta.

Zastanówmy się, czy aby MMM nie wykorzystał przewagi w Radzie Miasta do realizacji własnych celów? Jaka idea przyświecała panu Marczewskiemu, że zaczął współpracę z burmistrzem Czaplą? I co z tego mają mieszkańcy Turku?

Marian Mirosław Marczewski dostał największą ilość głosów w wyborach 2010 do Rady Miasta, bo widocznie mieszkańcy liczyli na to, że będzie on stanowić przeciwwagę dla poczynań burmistrza Czapli. A co zrobił MMM? Czy aby sobie nie zakpił z woli wyborców?

W jaki sposób SLD w Turku walczyło, kiedy w październiku 2011 i listopadzie 2013 PGKiM podnosiło opłaty za wodę i ścieki? Jak mocno SLD w Turku sprzeciwiało się podniesieniu opłat za nieruchomości we wrześniu 2012? Jaką członkowie Sojuszu podjęli walkę, aby obniżyć opłaty śmieciowe, które obecnie są najwyższe w całym regionie? Czy poczynili konkretne kroki przeciw utworzeniu trzeciego stanowiska dyrektorskiego w PGKiM?

Turkowianie muszą obecnie pokutować za politykę Marczewskiego i jego uległość względem burmistrza Zdzisława Czapli. Tak właśnie wygląda smutna prawda o turkowskiej niby-lewicy.

Marcin Derucki