Czy kwiatoskładanie to jedyna opcja? Czyli o świętowaniu po turkowsku

Kadr z turkowskiego protestu przeciwko wprowadzeniu ACTA

Czasem zadaję sobie pytanie, czy szturmowanie pomników i tablic przez polityków i poczty sztandarowe to jedyna forma na wyrażenie swojego patriotyzmu i pokazanie zaangażowania w życie lokalnej społeczności?

Jesteśmy obecnie świadkami tego, jak nasz turkowski krajobraz ulega zmianie. Niegdyś dobrze prosperujące firmy zostają zamykane, później wyburzone. W ich miejsca powstaną centra handlowe. Są jednak „obrazki”, które nigdy nie ulegną zmianie…

Trzy dni przemarszów w rytm nadawany przez orkiestrę – taki maraton zdarza się tylko raz do roku. Usatysfakcjonowani mogą być wszyscy. Najpierw maszerują ci „z lewa”, później ci „z prawa”. Bo na tych swoistych targach próżności, jakimi są przemarsze podczas świąt narodowych, możemy zobaczyć polityków i działaczy praktycznie wszystkich opcji, który przyszli pokazać, że są bardziej patriotyczni od innych. Czasem nie jest nawet ważne pod jaki pomnik składane są kwiaty. Byleby tylko był po drodze…

Nie od dziś wiadomo, że chód wzmaga kreatywność. Patrząc jednak na majowe pochody, pierwsze co przychodzi na myśl, to zastój. Choć moi rówieśnicy nazwali by to raczej „betonem”. Chodzą non stop te same twarze. Ci, którzy muszą, albo ci, którym nie wypada nie przyjść. I nic w przeciągu wielu lat się nie zmieniło. Przygodni obywatele miasta stanowią nikłą część całego pochodu.

Na pewno znacznie łatwiej jest złożyć kwiaty za kilkanaście złotych, niż opracować strategię promocji TSI, przeanalizować stan finansowy PKS (nie piszę o czasach obecnych, bo teraz można jedynie opracowywać strategię wywożenia gruzu po dworcu), rozpocząć konsultację z mieszkańcami ws. śmieci, albo podjąć rozważną, męską decyzję w sprawie szpitala.

Nawet podczas swojego 1-majowego „marszu po władzę” Marian M. Marczewski miał gdzieś pod pazuchą wieniec, który wypadałoby ulokować na cokole. A że akurat po drodze znajduje się jakże uniwersalny pomnik ofiar II wojny światowej, musiał stać się on substytutem monumentu poświęconego ludziom pracy.

Przytoczone obrazy budzą we mnie sprzeciw, gdyż są dla mnie symbolem bierności i pogrążania się w marazmie. Czy jednak udział w korowodzie wieńców to jedyna opcja wyrażania swoich przekonań?

Szturmowanie pomników to nie jedyna opcja? Czyli jak manifestują i świętują młodzi

Zaczynając pisać tę część swojego wywodu miałem problem z określeniem tego, jakie idee mogą zjednoczyć „młodsze” pokolenie turkowian i zainspirować je do wyrażania swoich potrzeb (na zasadzie 1 Maja) lub radości (na zasadzie 3-go Maja). Kluczem okazało się zupełnie inne spojrzenie na pojęcie „święta”.

Zacznę jednak od tego, że dla młodych pojęcia takie jak Naród i Ojczyzna to pewna abstrakcja. Dziś synonimem wolności jest chociażby możliwość nieograniczonego dostępu do dóbr intelektualnych zamieszczonych w sieci oraz wyrażania swoich uwag na różnych forach.

Dlatego też nie zdziwił mnie niemal spontaniczny protest, który odbył się w naszym mieście 31 stycznia 2012 r., kiedy młodzież wyszła protestować przeciwko ograniczeniom, jakie miało nałożyć na Internet ACTA. Pomimo tego, że realna ilość uczestników manifestacji była tylko dziesiątą częścią ilości zadeklarowanych, uważam, że był to sukces. Protest ten pokazał jakie wartości są dla obecnie wkraczających w dorosłość turkowian najcenniejsze. Tego dnia znalazł się nawet jeden, czy dwa bukiety kwiatów (w tym przypadki wiązanki pogrzebowe), które zostały wraz zniczami złożone przed biurem turkowskiej Platformy Obywatelskiej.

Dziś odpowiednikiem narodu jest grupa tworzona przez ludzi o podobnych zainteresowaniach. I w ten sposób wielu turkowian świętuje w sposób odmienny od przyjętego dotychczas kanonu. Bez patosu, nadmiernej powagi, gdzie idea łącząca ludzi nie koniecznie musi się materializować w formie pomnika. Pasjonaci motocykli zbierają się razem, modlą się o bezpieczeństwo i rozwagę, a następnie wspólnie rozpoczynają sezon. Z kolei miłośnicy fantastyki zorganizowali już kilka Świąt Gier Fabularnych (nomen omen). Nawet „głupi” i z pozoru łatwy do zorganizowania i krótkotrwały Harlem Shake jest powodem do dzielenia się radością.

Dlatego tak ważna jest rola prostych, lokalnych inicjatyw społecznych takich jak np. wspólne morsowanie w Przykonie, albo wspomniane już Święto Gier Fabularnych. To właśnie one stworzą nową, autentyczną tożsamość naszego miasta.

Marcin Derucki