Jaki Turek pozostawia nam pokolenie „stawiaczy pomników”?

Elektrownia Adamów

Czytając odpowiedź Pana Jerzego Wesołowskiego w ostatnim wydaniu Echa Turku tym bardziej sprzeciwiam się, żeby Rada Miejska była angażowana w ustanawianie świętego patrona dla Turku. Nie mogę się też zgodzić z argumentami, którymi Pan Wesołowski usprawiedliwia swoje działania. Uważam, że ćwierć wieku po zmianie systemu w naszym kraju jesteśmy wystarczająco dojrzałym społeczeństwem, aby móc podsumować i realnie spojrzeć na „dobrodziejstwo” przemian społeczno-gospodarczych, których doświadczamy na co dzień.

Przemilczeć złote lata Turku, gloryfikować siebie

Panie Wesołowski, w swoim liście pisze Pan, że swoją działalnością oddaje Pan hołd tym, którzy budowali nasz kraj. Proszę mi jednak wyjaśnić o kogo dokładnie chodzi? Co z tymi, którzy w latach 50. i 60. XX wieku doprowadzili nasze miasteczko do prawdziwego rozkwitu? Co z tymi, którzy projektowali, budowali i zarządzali turkowskimi zakładami produkcyjnymi i przyczynili się do tego, że w Turku dokonał się niesamowity skok cywilizacyjny? Czy dla nich nie ma miejsca w historii? Sam Pan przecież pisze, że należy „dostrzegać i uszanować pracę i dorobek innych”, także „swoich przeciwników ideowych i politycznych”.

W czasach PRL nasze miasto przeżywało swój złoty okres społeczno-gospodarczy. To nie jest jakiś tam wymysł, lecz fakt. Wybudowano kopalnię odkrywkową. Powstały m.in. takie zakłady pracy jak: ZPJ Miranda, ZPOW, Tkacz, Sintur, Tara, PKS, wielkie osiedla mieszkaniowe, przedszkola, a także zamykana za 2 lata elektrownia Adamów. Co na to Pańscy koledzy z Towarzystwa Samorządowego, którzy pracowali lub pracują w tej „komuszej” elektrowni lub kopalni. Czy system, który przyczynił się do gwałtownego rozwoju Turku był dla turkowian tak jednoznacznie skrajnie zły?

Kto obalił dyktaturę?

Gdyby nie niewydolność ekonomiczna gospodarki planowej, która doprowadziła do upadku systemu komunistycznego w Polsce, można by było z nim walczyć kolejne dziesięciolecia. ZSRR i PRL po prostu się rozleciały, a ich elitom zupełnie na rękę był przeskok w kolejną skrajność – turbo kapitalizm. Powód? Tylko oni posiadali w naszym kraju kapitał, który skrajnie liberalna gospodarka pozwalała szybko pomnażać i wcale nie interesowało ich solidaryzowanie się z robotnikami.

W kolejnej już Solidarności do głosu doszli inteligenci, którzy pożeglowali w zupełnie innym kierunku, niż chcieli stoczniowcy. Można to sprawdzić czytając postulaty z sierpnia 1980 roku (tzw. „21 postulatów MKS”). W ani jednym z punktów nie stoi, że Solidarności chciała ustąpienia PZPR i wprowadzenia wolnego rynku. Strajkujący stoczniowcy walczyli jedynie o zwiększenie bezpieczeństwa socjalnego. Chcieli, aby partia robotnicza zaczęła realizować swój własny program, dbając tym samym o robotników, a nie o elity. Nie sądzę natomiast, aby ówcześni pracownicy fizyczni walczyli o to, co stało się po roku 89. Bo to właśnie oni najmocniej odczuli skutki zaserwowanej nam terapii szokowej.

Po 1989 roku zamiast robotników, którzy działali w Solidarności z 1980 roku, do głosu doszły osoby, które stały się późniejszym beneficjentem zmian systemowych i wykorzystali sztandary Solidarności do przejęcia władzy w kraju.

Proszę mi przy okazji wyjaśnić na czym dokładnie polegała Pańska działalność solidarnościowa? Co takiego robił Pan przed stanem wojennym? Pod koniec lat 80. wszyscy byli wielce odważnymi członkami Solidarności. A czy podczas pierwszych wyborów samorządowych w wolnej Polsce byliście wszyscy tacy solidarni i wspólnie startowaliście spod jednego szyldu?

Solidarność według Wesołowskiego

Po 1989 r. narzuciliście narrację wielkiego zwycięstwa Solidarności, która była tak naprawdę usprawiedliwieniem wprowadzania bolesnych dla wielu Polaków zmian gospodarczych. Zaczęliście rozbudowywać mitologię, w którą wielu z was wierzy do dziś. Żyjecie w swoim wyimaginowanym świecie. Moi rówieśnicy powiedzieliby, że żyjecie w Matrixie.

Czy uważa Pan, że wystarczy postawić kolejny pomnik, nazwać ulicę imieniem świętego, stworzyć „miasto w klimacie Mehoffera” i namiętnie uprawiać martyrologię, aby dać ludziom poczucie bezpieczeństwa? W latach 90-tych wszyscy musieli stać się swoimi konkurentami, spadła stabilność zatrudnienia. Gdzie w tym wszystkim godność i solidarność społeczna?

W swoim liście wielokrotnie używa Pan słowa „solidarność”, ale chyba w ogóle nie rozumie Pan jego znaczenia. Wyraźnie widać to po Pana działalność związkowej, która polega na bronieniu pozycji kilku pracowników z Urzędu Miejskiego, którzy byli związani z byłą już władzą miasta, albo byli w Towarzystwie Samorządowym.

Proszę mi napisać, z kim chce się Pan solidaryzować, jeżeli broni Pan jedynie elity, do której Pan przynależy? W ten właśnie sposób psuje się wizerunek związków zawodowych. Jeżeli zależy Panu na losie prawdziwych pracowników, proszę zająć się sytuacją setek turkowian pracujących w lokalnych przedsiębiorstwach produkcyjnych.

Dziedzictwo budowniczego pomników

Czy wydaje się Panu, że będzie mi się żyło lepiej, jeżeli wszystkie ulice będą nosiły nazwy świętych, a na każdym kroku powstanie jakiś pomnik? Bo właśnie taką wizję Pan roztacza. Proszę zobaczyć co mieszkańcy Turku dostali od pańskiego pokolenia po roku 89: niepewność zatrudnienia, deficyt mieszkań komunalnych, upadek publicznego transportu zbiorowego, ogólny problem ze służbą zdrowia, to tylko ułamek problemów, z którymi ja i moje pokolenie musimy sobie teraz radzić. Tak wygląda Pana wyzwolenie z „rosyjskiej niewoli”.

W tym miejscu pozwolę sobie zacytować fragment ostatniego felietonu Jana Sowy: „Wolność to piękna sprawa. […] Wspaniale jest móc się realizować i być wolnym. Ale pod jednym zasadniczym warunkiem – że ma się z tej wolności jak korzystać, że ma się za co być wolnym. Dla człowieka biednego wolność nie jest automatycznym błogosławieństwem. Może być raczej źródłem ogromnych frustracji. […] Co z tego, że dzięki wzrostowi gospodarczemu można w świetnie zaopatrzonych sklepach wybierać pośród dziesiątków modeli nowych telewizorów, pralek i zmywarek, jeśli ktoś nie ma pieniędzy na ich zakup?”

My natomiast zamiast legendarnego już octu na półkach dostaliśmy tanie jedzenie, które powoduje cukrzycę i otyłość, talony na samochód zastąpiły korki i spaliny ze zdezelowanych osobówek z Niemiec. Marzenia o studiach zastąpiono produkcją bezwartościowych dyplomów. Czy tego chcieliście? Podejrzewam, że Pan nawet się nad tym nie zastanawiał, bo myśli ma Pan zaprzątnięte szukaniem patronów dla miasta i zmianą nazw ulic.

Jaki Turek nam oddajecie?

Pan oraz pana koledzy z Towarzystwa Samorządowego jesteście beneficjentami przemian ustrojowych w naszym mieście. Po 1989 roku obejmowaliście najważniejsze stanowiska. Dlatego pytam: jak przygotowaliście Turek na zamknięcie elektrowni i kopalni? Jaki Turek nam teraz oddajecie?

Przytaczając fakt, że jestem osobą młodą, a Pan „już w sile wieku”, sugeruje Pan, że jestem smarkaczem, który potrafi jedynie „pochopnie lekceważyć dorobek pana kolegów”. Przypominam, że wielu z was będąc w moim wieku obejmowało znaczące stanowiska w administracji publicznej. Przypominam także, że teraz ja i pokolenie moich rówieśników musimy radzić sobie w rzeczywistości, którą Pan i Pana koledzy dla nas zgotowali. I dla tego mam wszelkie prawo do wyrażania słów krytyki.

Marcin Derucki