Kolej wąskich horyzontów myślowych

foto: M. Derucki

Ten temat powraca co pewien czas jak bumerang. Tym razem kwestia niewykorzystanych szans, jakie dawała do niedawna funkcjonująca kolej wąskotorowa, oraz terenów przez które przebiegała jej trasa, pojawia się ponownie w wakacyjnym numerze Echa Turku. Ja również chciałbym dorzucić coś od siebie.

Historię kolei wąskotorowej w Turku przypomniała ostatnio w swoim artykule Iwona Łechtańska [patrz: Echo Turku, nr 29(1073), „Choć torów nie ma, o działki warto zawalczyć”]. W podsumowaniu autorka zaznaczyła, że przywrócenie infrastruktury kolejowej w naszym powiecie jest niemożliwe, jednak władze powinny robić wszystko, aby odzyskać działki, niegdyś przekazanie powiatowi kaliskiemu. Po przeczytaniu wspomnianego tekstu naszło mnie kilka refleksji, którymi chciałbym się podzielić.

Wąskotorówki integrują i wożą turystów

Pozbycie się w 1999 roku przez ówczesne władze praw do infrastruktury kolejowej oraz terenów przez, które ona przebiegała było ogromnym błędem. Przykład ten pokazuje, że nawet po 10 latach tzw. wolnej Polski, nikt nie miał wizji i pomysłu na samorządny Turek i okolice.

Tymczasem wąskotorówki w naszym kraju zaczynają przeżywać swoje drugie życie. Wiele przykładów pokazuje, że „ciuchcia” jednoczy lokalne społeczności w miejscach, gdzie taka kolej funkcjonowała. Ludzie organizują się, pozyskują na różne sposoby pieniądze na remonty (np. w Koszalinie w ramach budżetu obywatelskiego), powiększają tabor, pozyskując nowe wagony i parowozy, oraz organizują imprezy i wydarzenia. Funkcjonują tam kursy pasażerskie oraz przejazdy typowo turystyczne, chociażby takie, jak te, które były organizowane do niedawna w Turku. Nie jest to oczywiście ogromny ruch turystyczny, przynoszący „kokosy”, ale jakaś forma rekreacji i alternatywnego ruchu krajoznawczego.

W Turku i powiecie tureckim szansy nie wykorzystano.

Zatracone dziedzictwo

Na problem można spojrzeć również z perspektywy zaprzepaszczonego dziedzictwa kulturowego oraz związanego z tym sentymentu zbiorowego. Kolejka, której budowa rozpoczęła się sto lat temu, przez prawie 80 lat stanowiła ważny element życia naszego miasta oraz miejscowości, przez które przejeżdżała. Do dziś mieszkańcy Obrzębina, Słodkowa Koloni albo Albertowa z sentymentem wspominają „ciuchcię”.

W dobie ogólnodostępnych dóbr prawie nikt nie pamięta, że jeszcze przed II wojną światową transporty wysłodków buraczanych (produkt uboczny powstający podczas produkcji cukru z buraków cukrowych, wykorzystywany wówczas jako pasza) z cukrowni do Turku, były jedynym źródłem słodyczy dla dzieci. W późniejszych latach wysłodki nie były już słodkie. Z resztą nie tylko mieszkańcy wsi wspominają kolej. W późniejszych latach kolejka była stałym elementem krajobrazu osiedla wybudowanego przy ul. Spółdzielców, co ma szczęście pamiętać niżej podpisany.

Na widok torów ludzie wspominają czasy, kiedy „za dzieciaka” układali kamyczki na szynie i czekali kiedy przejeżdżający pojazd je pokruszy, często tym samym narażając się na ostrą reakcję maszynisty.

Są też i tacy, którzy korzystali z doczepionego wagonu osobowego. Musieli oni jednak przewozić spore pakunki lub po prostu mieć wiele czasu, gdyż podróż ciuchcią nie należała do najszybszych, tym bardziej, że kolej często i na długo się zatrzymywała. Świadczyć o tym może całkiem popularny dowcip z tamtego okresu, w którym maszynista zapytał się idącej o lasce babci, czy chce, aby ją podwieźć. – Nie, dziękuję. Śpieszę się – odpowiedziała kobieta.

Czytając artykuł w Echo należy też zwrócić szczególną uwagę, że koleją wąskotorową przewieziono 70 procent materiałów, które posłużyły do wybudowania elektrowni oraz kopalni, czyli stanowiła istotny element budowania późniejszej tożsamości naszego miasta.

Jak nie kolej, to co?

Obecnie nie ma szans, aby odzyskać stracone dziedzictwo. Na wielu odcinkach szyny zostały rozkradzione, a podczas modernizacji dróg miejskich i krajowych tory usunięto. Nie wiadomo również, czy istnieje jakakolwiek szansa na odzyskanie działek, przekazanych powiatowi kaliskiemu. Problemem nawet nie jest to, że działki leżą w świetnych lokalizacjach (na których najprawdopodobniej powstałyby kolejne markety). Problem w tym, że te położone w centrum miasta tereny, są zaniedbane i stwarzają potencjalne niebezpieczeństwo. Stanowi to problem zarówno przedsiębiorców, którzy narzekają, że „busz” odstrasza ich klientów, jak i dla turkowian, którzy chcieliby mieszkać w zadbanej i bezpiecznej okolicy.

Nie jeden raz zwracano uwagę, że tereny w Turku, przez które przebiegają tory idealnie nadają się na ciąg pieszo-rowerowy. Taka trasa mogłaby prowadzić np. od Kauflandu, przez kolejne obiekty handlowe, aż do bloków przy ul. Spółdzielców i łączyć się z trasą rowerową na przy obwodnicy. Możliwe jest również połączenie do tej nitki również Obrzębina i dalszych osiedli, jednak to wymagałoby współpracy z gminą Turek.

Temat ten jest dla naszego miasta ważny i powinno się podnosić dyskusję przy każdej możliwej okazji. Tym czasem myślmy perspektywicznie i czekajmy. Być może nie wszystko jest stracone.

Marcin Derucki